Z daleka widać, że Wisła już ledwo mieści się w korycie.
Aleja wierzb.
Lody ruszyły. Trąc o siebie wydaja głośny dźwięk.
Lód porywa wszystko, co napotka po drodze.
Niestety, oprócz gałęzi płynie z lodem cała masa śmieci.
Lisek, który mieszka w okolicy Małego starorzecza posilał się tutaj samicą bażanta.
Lód na Małym starorzeczu już mocno rozpuszczony.
Grzejnik zewnętrzny czyli ognisko.
Zwykle mała rzeczka Wilga dostała zastrzyk wody z roztopów i zaczyna szaleć ;)
Lód na "łabędzim" starorzeczu opadł i się połamał. Nie ryzykujemy i nie wchodzimy na lód.
"Małe" starorzecze też nie zachęca do wędrówek po lodzie.
Bobry pracują.
Pilarze też pracują.
Trudno przejechać. I trudno przejść.
Do przystani powrócił śnieg.
Przy brzegach zaczyna powstawać lód.
Starorzecza nadal skute lodem. Grubość lodu widoczna w przeręblach to około 20 cm.
Zwierzęta skracją sobie drogę i wędrują po lodzie.
Ten lin ( około 25 cm ) wyskoczył z przerębla i przymarzł ...
Na liny "jak z zamrażarki" znaleźli się konsumenci.
Pierwszy zachód słońca obserwowany po wycięciu buszu przed bramą.
Szaro, buro i zimno.
Zima nadal trzyma.
Tropy ( pijanego ? ) bażanta.
Pierwsza zabudowa. Okoliczne, nierozpoznawalne jeszcze małe ptaszki, przysiadają na czubkach drzew i czekają aż... wreszcie sobie pójdziemy.
Dla nas też było małe co nieco ;)