wtorek, 16 października 2018

Złota polska jesień.

Kormorany odleciały stąd - to słowa z piosenki Piotra Szczepanika. Po kormoranach widzianych w zeszłym tygodniu nie ma śladu.




Poranny widok z okna przyczepy.




Słonecznie i ciepło - wymarzone warunki na jesienny spacer.




Na farmie rosną muchomory.




A w lesie grzyby jadalne. Ze spaceru przynieśliśmy takie oto zbiory ;)




Niestety, są tacy, którzy w lesie śmiecą :(

środa, 10 października 2018

Kormorany nad Wisłą

Z wielkiej wyprawy wróciliśmy nad Wisłę. W trakcie wieczornego spaceru zauważyliśmy stado kormoranów, które przygotowywały się do noclegu na wiślanej wyspie. Może są tylko w drodze i polecą dalej? Jeśli zostaną, to okolicznym drzewom grozi zagłada.
 ( kormorany widoczne są na wyspie po niewielkim powiększeniu zdjęcia ;)  )




Na farmie pojawiły się grzyby.





W czasie naszej nieobecności było bardzo zimno. Poranne przymrozki zniszczyły krzaki i owoce papryki.





Marchewkom, porom i selerom przymrozki nie zaszkodziły.




Wieczorem rozpaliliśmy wielkie ognisko.




Do rana pozostała wielka kupa żaru.




A w Warszawie, na balkonie, rośnie sałata ;)
























Warszawski Central Park w jesiennych barwach.

poniedziałek, 8 października 2018

Jesienna wyprawa nad Bałtyk





















Do Sopotu dotarliśmy w nocy. Rankiem na plaży zobaczyliśmy taki piękny widok ;)





Opera Leśna. Widok ze sceny w kierunku widowni. Akustyka tego miejsca jest niesamowita.




Byliśmy na molo.




I pod molo.




Mocno zachmurzone niebo wydawało się zlewać z morzem. 




Czasami pokazywało się na chwilę słońce.




Wśród straganów z oscypkami i chińskimi zabawkami udało się znaleźć taki z bursztynami ;).



Odwiedziliśmy Gdańsk. A Gdańsk to Neptun.




Żuraw nad Motławą.




Wielki diabelski młyn ( prawie jak w Londynie ;) )




I karuzela na Starówce.




Półwysep przywitał nas słoneczną pogodą.




Wiało już solidnie. Wiatr porywał cząsteczki wody z fal.




Koniec Półwyspu. Wody Zatoki Gdańskiej łączą się z wodami otwartego morza.




Mocno wiało, ale zachody słońca były piękne.







Na falochronach rozbijały się pierwsze duże fale. Nadchodził sztorm.




Razem ze sztormem przyszła deszczowa pogoda. 




Sympatyczna foka Klara cierpliwie pozowała do zdjęć.




Foka Mała po prostu pływała ;)




W Helu wiało bardzo mocno, wg wskaźników w porcie nawet 97 km/h. Kutry zostały w porcie a my o jeden dzień dłużej na kempingu.




W Łebie też wiało mocno.




Ale pojawiło się słońce. Poszliśmy obejrzeć wydmy.



Widoczek jak z rajskiej wyspy. 




Morze piasku.




A z tego piasku wielkie wydmy, po których hula wiatr.




Zachód słońca nad wydmami.




W wielu miejscach wiatr wydmuchiwał piasek i pozostawały kamyki ;)




Na plaży towarzyszyły nam mewy, które karmiliśmy w locie ;) 




Gdy przestawaliśmy rzucać kulki chlebowe mewy wracały do poszukiwania pokarmu w płytkiej wodzie.







                                                 




                                     




                                   





                                         




                       























                                         




                       





                       





Na koniec ciekawostka: wczasy wagonowe nadal istnieją !!!
























W drodze do domu ;)