wtorek, 12 września 2017

Na grzyby

 W weekend wybraliśmy się do lasu na grzyby. Tak samo jak kilka milionów Polaków. W lesie zrobiło się tłoczno.


 Grzybów było tak dużo, że starczyło dla wszystkich.


Na  farmie czekała na nas niespodzianka - w trawie znaleźliśmy mnóstwo maślaków.



Zdrowych maślaków nazbieraliśmy całe wiaderko.



Słoneczniki kolejno zakwitają, każdy ma trochę inne barwy.



Dojrzałe słoneczniki pozostawiliśmy dla ptaków.



Przykro patrzeć na bezmyślne wysypywanie śmieci do lasu. Opłata za wywóz śmieci jest przecież powszechna. 


A tu meblowanie lasu. Można odpocząć.

czwartek, 7 września 2017

A tymczasem...

Po powrocie z wakacji na nic nie starcza czasu. Odwiedzamy Farmę, doglądamy nasze rośliny, spacerujemy i cieszymy się ciszą. Ale po powrocie do Warszawy wpadamy w wir pracy i zapominamy o wklejaniu nowych zdjęć. Dziś hurtowo nadrabiamy zaległości.





Stan wody w Wiśle jest bardzo niski. Pychówki czekają na podróż na drugi brzeg.





Zakwitły słoneczniki przywiezione z Warszawy w maju. Lepiej późno niż wcale.





Przekwitają osty.





Szczątki młodego bażanta pożartego przez drapieżnika.





Na krzaczku, który zimą chcieliśmy wykarczować, pojawiło się mnóstwo owoców. To pigwa.






Pierwsze zbiory.





Owoce pigwy dojrzewały na okiennym parapecie w Warszawie.





A tak robił się syrop z pigwy.





A tymczasem na balkonie wyrosły wspaniałe pomidorki.





Ozdobne, doniczkowe mikrusy też dały wiele owoców.

sobota, 12 sierpnia 2017

Czas wolności

Pływaliśmy kilkanaście dni po Mazurach. Odwiedziliśmy dobrze znane miejsca i odkryliśmy całkiem nowe. Mazury nadal nas zachwycają. Umieszczam kilkanaście zdjęć, niekoniecznie w porządku chronologicznym. 




Pogoda w tym roku nie rozpieszczała nas, było deszczowo niestety... Ale wiało dobrze!





Chmury burzowe widzieliśmy praktycznie codziennie.





Oglądaliśmy piękne wschody słońca ( godzina 4 rano !! ).





I piękne zachody.





Jeszcze jeden piękny zachód słońca, ten oglądaliśmy na Jeziorze Nidzkim.





Czasami wieczorem nie było widać słońca tylko deszczowe chmury. Później w nocy padało.





Chmury nadciągają nad Małe Zamordeje.






Najczęściej oglądaliśmy "słońce zza chmur".





Odwiedziliśmy Festiwal Szantowy w Mikołajkach. Po raz 39 !!





Spotykaliśmy przyjaciół.





I długo siedzieliśmy razem przy ogniskach.





Odwiedzali nas stali mieszkańcy jezior.  Nie karmiliśmy pieczywem łabędzi i kaczek bo to im  po prostu szkodzi. Poza tym nie wiedzą kiedy odlatywać na zimę do ciepłych krajów i niestety giną przymarznięte do lodu.





Ryby z mazurskich jezior najczęściej oglądaliśmy w wersji konsumpcyjnej.





Tegoroczny wyjazd zdominowało gotowanie na ognisku. Jeśli tylko pogoda pozwalała przyrządzaliśmy obiadokolacje w węgierskim kociołku powieszonym nad ogniskiem. 





Jajka sadzone na duszonych warzywach.





Warzywa z kaszą kuskus.





Młody bób z fasolką.





W kociołku gotowaliśmy i dusiliśmy warzywa. Na blasze smażyliśmy kotlety sojowe ;)





Na blasze wypiekaliśmy pyszną pizzę wegetariańską.




Ryby z rusztu.






Wypiekaliśmy fantastyczne bułeczki z ziołami zrywanymi na łące.





Jednak prawdziwym hitem przyrządzanym na ognisku pozostają od kilku już lat wegetariańskie kebaby. Palce lizać ;)





A tak wyglądały potrawy już na talerzu. Tu gulasz sojowy.



I to już koniec krótkiej relacji z żeglarsko - kulinarnej wyprawy na Mazury.

niedziela, 16 lipca 2017

Zapach bukowego drewna

W sobotę robiliśmy zapasy drewna kominkowego na zimę.


Przez  nasze ręce "przeszło" 12 m3 mokrego czyli ciężkiego drewna. Plusem mokrej buczyny jest przyjemny, leśny zapach. Zapach bukowego drewna roztacza się wokół budynku w starej bazie.


Układacze w trakcie przerwy. 






















A nad Wisłą zbierały się chmury. 

niedziela, 9 lipca 2017

Jagodowy spacer.

Pogoda na Mazurach w lipcu przypominała raczej wrzesień.


W przerwie między opadami deszczu wybraliśmy się na spacer do lasu.


I odkryliśmy jagodowe pola.


Jagody zbieraliśmy do zaadaptowanych plastikowych butelek po wodzie mineralnej.


Palce zbieracza.